środa, 18 grudnia 2013

Rozdział 11

Wakacje lśniących były bardzo udane.  Wypoczęli, zrelaksowali się. Polska bardzo im się spodobała, stwierdzili, że to świetne miejsce na urlop i że na pewno odwiedzą ją ponownie.



Niestety, wszystko co dobre szybko się kończy, więc lato również się skończyło. Przyszedł  wrzesień  i nowe obowiązki. Dziecko Onew i Kyuhyuna rosło jak na drożdżach, więc wszyscy byli szczęśliwi. Potem minął październik i listopad, aż w końcu nadeszła zima.
                Pewnego zimnego grudniowego poranka, Onew, Key, Jonghyuna i Taemina obudziły tajemnicze dźwięki dobiegające z pokoju Minho.
- Ho, ho, ho. – Wszyscy wsłuchiwali się ze skupieniem.
- HO, HO, HO. – Byli już bardzo zaniepokojeni.
- Czyżby Święty Mikołaj? – Spytał Taemin z iskierkami w oczach. Pomimo swego wieku nadal w głębi duszy wierzył w Świętego Mikołaja, Wróżkę Zębuszkę i w nieudawany kobiecy orgazm. Naiwniak.
- Nie, chwilkę, wsłuchajcie się… - Powiedział Jjong, po czym przysunął głowę do drzwi. Niestety, w tym momencie drzwi otworzyły się, więc Jonghyun został mocno uderzony. Prawdę mówiąc, po prostu nieźle dostał po ryju. Całe życie przeleciało mu przed oczami.
- My name is Min-HO. My name is Min-HO. My name is Min-HO. – Krzyczał raper z szaleństwem w oczach.
- Eh, chłopaki, fałszywy alarm, po prostu Żabol ćwiczy rap z ,,SHINee World’’. – Powiedział zawiedziony Taemin, zbierając Jonghyuna z podłogi.



                Ta sytuacja dała Key wiele do myślenia. Zastanowił się poważnie nad  tym, czy nie wypadałoby chociaż raz w życiu zrobić normalne święta. W końcu, Taemin był coraz starszy, a Kibum jako dobra umma chciał, żeby Tae miał jak najlepsze wspomnienia z dzieciństwa. Nigdy jednak nie obchodzili świąt, nie zasiadali do wspólnego stołu i nie dawali sobie prezentów.
- Ten rok będzie inny. – Postanowił Key. Pobiegł do salonu, gdzie wszyscy siedzieli i oglądali telewizję i zaczął krzyczeć.
- CHŁOPAKI, CHŁOPAKI, ROBIMY WIGILIĘ PO POLSKU, PO POLSKU ROBIMY KURDE WIGILIĘ!
- Jezu, Kibum, nie ekscytuj się tak, bo ci żyłka pęknie. Pozatym, ty masz już jakąś obsesje na punkcie Polski i wszystkiego co polskie. – Odparł Jonghyun robiąc na drutach wieśniackie swetry w renifery dla reszty zespołu.
- ALE POLSKA WIGILIA, TO BĘDZIE FAJNE, NO FAJNE BĘDZIE, NO… Zresztą i tak zrobimy tak ja chcę, jak zawsze. – Odparł Key.
- A na czym miałaby ta twoja polska wigilia polegać? – Zapytał Dino sceptycznie, nadal dziergając.
- No… Kupowanie sobie nawzajem prezentów, śpiewanie kolęd,  dekorowanie choinki, jedzenie wigilijnych potraw, dzielenie się opłatkiem, oglądanie ,,Kevin sam w domu’’…  - Odparł Key.
- Brzmi nieźle, możemy spróbować! – Ucieszył się Taemin.
- Próbujcie, ale bezemnie. Nienawidzę świąt. Na ten czas zabiorę małą do SuJu. – Powiedział Kyuhyun. Wszyscy się zgodzili.
                Wszyscy zaczęli przygotowania do świąt. Minho i Jonghyun zajęli się dekorowaniem drzewka. Onew na początku też ubierał choinkę, ale po zbiciu kolejnej bombki został oddelegowany do pomagania Key i Taeminowi w kuchni.
- To… co robimy? Co się je w Polsce na wigilię? – Spytał Taemin.
- No… pierogi… barszcz czerwony… racuchy… ciasta… i… RYBY! – Kibum powoli przypominał sobie jakie potrawy widział w świątecznym wydaniu polskich programów kulinarnych.
- Ale… jakie ryby? – Dociekał Taeś.
- REKINA! – Krzyknął Onew.
- Może jeszcze wieloryba?! – Odkrzyczał Jonghyun z salonu zjadając kolejnego cukierka, który powinien wylądować na choince.
- Aleś ty głupi... wieloryb to SSAK. – Oznajmił zadowolony Onew. Na tym skończyła się rozmowa i wszyscy zajęli się swoimi zajęciami.
- Bo Onew jest Bogiem, uświadom to sobie. Słyszysz słowa od których włos jeży się na głowie, o rany, rany, Cziken niepokonany. SHINee, bez reszty oddany… - podśpiewywał sobie lider.
Taemin włączył radio.
- O, znowu ta piosenka leci… Laast krismaaas, aj gejw ju maj hart… - Taemin śpiewał na cały dom, jednocześnie lepiąc pierogi.
- Jeszcze raz to zaśpiewasz i moja stopa wyląduje w twoim gardle, przysięgam. – Jonghyun zdecydowanie nie był tym zachwycony.
- Nie dosięgniesz, masz za krótkie nóżki. – Odparł Taemin i zaczął uciekać. Jjong zaczął go gonić, ale nie udało mu się go złapać. Faktycznie miał za krótkie nóżki i musiał przebierać nimi dwa razy szybciej niż maknae. Zmęczony i wkurzony Dino wrócił do salonu, a Tae udał się grzecznie do kuchni.
- Jaka z nas szczęśliwa rodzina. – Wzruszył się Onew.
- MINHO, ŻABCIU, ŻABOLKU MÓJ TY SZWEDZKI, CHODŹ I SPRÓBUJ CZY TO CO NAPICHCIŁEM JEST JADALNE. – Zawołał Key.
- Mhm, niezłe. – Odparł Minho z ustami pełnymi żarcia. – A czemu sam nie spróbowałeś?
- Od dzisiaj przechodzę przed świętami na dietę, żeby w święta, aż tyle nie przytyć. – Oznajmił smutno.
- Na jaką dietę? – Spytał raper.
- Bananową. – Key wyglądał, jakby miał się zaraz popłakać.
- A co jeśli zmienisz się w goryla? – Zapytał Taeminnie.
- Oddamy go do Zoo. – Odparł Jonghyun, przez co dostał patelnią w łeb, bo znów biegał za wolno.
                Drugiego dnia diety, Key mógł wyczuć jedzenie z odległości trzystu metrów. Gdy tylko poczuł znajome zapachy, poszedł do pokoju Tae.
- Masz chipsy?! I BATONA?! – histerycznie zawołał Kibum - Daj trochę, daj trochę, daj, daj, daj! Tylko gryza, dziaba, kęsika tylko, takiego maleńkiego, ciut ciut tylko, PROOOSZĘ… - Ukląkł i zrobił oczy kota ze Shreka.
- Nie, bo potem będziesz na mnie krzyczał, że zrujnowałem ci dietę i że to wszystko moja wina. Będziesz gadał, że to przeze mnie masz za szerokie biodra i duży tyłek. Za każdym razem, gdy się odchudzasz, to się tak kończy. – Oznajmił mu Taemin, po czym wpakował sobie do ust garść chipsów.
- Nie zapomnę ci tego, ty mały, złośliwy… - Key powoli wyszedł z pokoju wyklinając Tae pod nosem.
                Trzeciego dnia zaczęły się halucynacje. Key miał koszmary o bananach. Wydawało mu się też, że Jonghyun czasem zamiast głowy ma hamburgera, a Taemin to hot dog. Płynące z kranu frytki prześladowały go na każdym kroku. W końcu nie wytrzymał, zjadł wszystko co tylko znalazł w lodówce. Potem pobiegł do sklepu i kupił dwanaście tabliczek czekolady. Uznał, że odchudzanie to nie był dobry pomysł i zjadł ją bez wyrzutów sumienia.
                Nadszedł w końcu dzień Wigilii.
- Wesołych kurwa świąt. Niech wszyscy zdychają. – Powiedział Kyuhyun.
- My również życzymy ci wszystkiego najlepszego… - Onew był ciut zszokowany. – Jesteś pewien, że poradzicie sobie sami z Koko?
- Tak. Będziemy się z nią bawić. I puścimy jej Kubusia Uszatka. – Odparł Kyu.
- Co jej puścicie? – Zdziwił się Key.
- Aaa… nie ważne, znowu za dużo jarałem. No to do zobaczenia chłopaki. – Kyuhyun wyszedł.
Lśniący nakryli do stołu, połamali się opłatkiem i zaczęli jeść. Większość rzeczy im smakowała, ale do niektórych nie byli do końca przekonani.
- Co to jest? – Spytał Jonghyun nieufnie.
- Makowiec. – Odparł Key.
- To czarne to… Mak? – Zapytał Onew.
- No… tak. A czego innego spodziewałeś się po makowcu?! - Onew nic nie odpowiedział, za to sięgnął po kawałek.
- Hihi, to wygląda jak ciasto z chomiczymi bobkami! – Stwierdził Jonghyun. Onew odłożył swój kawałek.
Potem kazali Jonghyunowi pobiec do salonu i szukać Polsatu, by obejrzeć Kevina. Po chwili jednak, chłopak wrócił do pokoju krzycząc.
- Wiecie, że mamy w pokoju kanał z pornosami? Ale jakimiś mocno porąbanymi, dla zoofilii. Nazywa się... Animal Planet, czy jakoś tak. Serio, pokazywali jak dwa słonie się ruchały!
- Jjong! Nie bądź tak wulgarny!  - Oburzył się Key.
- ... Miłość uprawiały, pasuje?! – Odszczekał się Jjong.
Wszyscy poszli przed telewizor i obejrzeli film, a później rozdali sobie prezenty. Key dostał od Taemina cała serię ,,Perfekcyjnej Pani Domu’’ na DVD, a także kilka odcinków ,,Wiem co jem i wiem co kupuję’’. Jonghyun dostał od Kibuma dużo zabawek erotycznych. Potem długo je wypróbowywali.
Minho dostał od Jjonga piłkę do grania w nogę, a także słownik szwedzko – polsko – koreański.
Onew dostał od Minho album ze zdjęciami, zatytułowany ,,Dzięcioły najpiękniejszymi ptakami’’ i dwa bilety do kina, by poszedł z Kyuhyunem, podczas, gdy oni zajmą się Koko. Taemin dostał pięciolitrową butlę mleka bananowego i książki ,,Jak zwalczyć fobię stóp’’ oraz ,,Dlaczego celibat nie jest dobry''. Minho bardzo wylewnie mu za to dziękował.

                Chłopcy spędzili razem miłe, ciepłe, rodzinne święta, czego wam i oni i autorka serdecznie życzą.

sobota, 10 sierpnia 2013

Rozdział 10

            Lśniący jak zwykle przy śniadaniu rozmyślali o tym, jak nazwać dziecko Onew.
- Nazwijmy ją Pokahontas... jestem w jednej szesnastej indianinem. - Oznajmił Kyu.
- Ah, to dlatego tak lubisz palić fajkę pokoju. - Dodał Tae.
- Nazwiemy ją Koko. - Stwierdził Onew zajadając się kurczakiem.
- SZANEL! - Krzyknął Key, a w oczach pojawiły mu się kurwiki.
- Ej... chłopaki... jesteście pewni? No wiecie... dzieci mogą się śmiać I tak dalej... - Minho nie był do końca przekonany.
- Odezwał się ten, co ma normalne imię... - Onew przewrócił teatralnie oczami i kontynuował – Jak na ciebie mówili w szkole?!
- Misiek. - Żabcia zrobił się cały czerwony i stwierdził, że Koko Szanel to jednak nie takie złe imię.
           Słońce okropnie paliło. Wszyscy siedzieli na werandzie popijając colę z lodem.
- Zdycham. - Oznajmił wszem i wobec Taemin, po czym upadł na stolik twarzą.
- A ja mam świetny pomysł! - Wszyscy spojrzeli na Key. - Jedziemy na wakacje! - wesoło oznajmił Diva.
- Sami jedźcie, ja zostaję z małą. - Kyu nie był zachwycony tym pomysłem.
- Czemu? - Spytał Onew
- Mam chorobę Lee Yuri. Ona pierwsza to udokumentowała. Na samą myśl o środkach lokomocji dostaję drgawek, serce przestaje mi bić i robię się zielony. Jedyny wyjątek, to maluch Yuri. - Kyuhyun przywołał złe wspomnienia.
- To jak ty się dostawałeś do Chin? - Jjong był ciut zszokowany.
- Na piechotę. Szedłem boso z Cejrowskim. Nie chcę tego powtarzać nigdy więcej. Pozatym, na wakacjach spędzicie trochę czasu jako zespół.
SHINee zgodziło się i zaczęło planować wakacje w piątkę.
           Następnego dnia, Key zwołał naradę w salonie. Oznajmił, że na początku sierpnia lecą samolotem do Polski, a potem spędzą jedenaście godzin jadąc pociągiem na trasie Lublin – Władysławowo. Nikt nie ośmielił się zaprotestować.
           Dlatego cała piątka siedziała teraz na dworcu w Lublinie, próbując się odnaleźć.
- Ale jak my się tam dogadamy? Oni nie mówią po koreańsku i angielsku. My nie mówimy po polsku. Jedyne co, to Minho zna szwedzki... - Jonghyun podzielił się swymi obawami.
- Jakoś damy radę. Umiem trochę polskiego przez oglądanie polskiej telewizji. - Key go uspokoił.
Z głośników rozległa się zapowiedź pociągu.
- Z którego peronu odjeżdżamy? - Spytał Taemin
- Nie wiem, usłyszałem tylko takie ,,aksubaciysgifyvgcydsf eee makarena'' – Oznajmił Onew
Kika minut później, na peron pierwszy pierwszy przyjechał pociąg.
- To nasz pociąg? - Taemin usilnie próbował ogarnąć sytuację.
- Chyba tak, bo jedzie tam, gdzie my powinniśmy jechać. - Onew nie był do końca przekonany.
- To wsiadamy! Który wagon jest nasz? - Taemin wstał i był gotowy do drogi.
- Dwudziesty czwarty. - Odparł Key
- Ale... tutaj są tylko dwadzieścia trzy wagony. - Zawahał się Tae
- No to mamy problem. - Key wstał i zaczął wnosić bagaże do pierwszego lepszego wagonu. - Ale znajdziemy wagon i przedział po miejscach.
           Chłopcy jechali już trzy godziny, gdy pociąg zatrzymał się na stacji Warszawa Wschodnia i nie odjeżdzał jużz niej, przez ponad pięćdziesiąt minut.
- Czemu stoimy na Warszawie Wschodniej już prawie godzinę? - Tae zaczął narzekać.
- Nic nie widać. - Stwierdził Minho.
- Jest noc, matole! - Key był zdenerwowany.
W tym momencie do ich przedziału wsiadła dziewczyna. Była wyraźnie zainteresowana Minho.
- Czemu ten ziemniak się na mnie patrzy? - Spytał szeptem Żabol.




Taemin mu nie odpowiedział. Był mocno obrażony, gdyż owa niewiasta usiadła obok jego Żabci. Pociąg ruszył, a Tae przestawał się gniewać.
- Czemu ten pociąg wydaje z siebie dźwięki jak... Key, gdy nocuje u Jonghyuna? - Spytał Maknae
- Bo jest stary. - Odpowiedział mu Minho
- A Key też jest stary? - Kibum posłał Taeminowi mordercze spojrzenie
- Nie, po prostu mu było dobrze... Skończmy już ten temat. - Minho lekko się zarumienił ze wstydu.
           Niezręczną rozmowę przerwał kolejny postój.
- Nasz pociąg ma już godzinę opóźnienia, a właśnie stanęliśmy na jakiejś dziwnej opuszczonej stacji... - Taemin był lekko przerażony.
- Jak w najlepszych horrorach. Apokalipsa zombie. - Odrzekł Onew.
- O tym samym pomyślałem! - Tae nie był zachwycony.
Z głośników na peronie zaczęły lecieć dziwne zgrzyty, które potem zmieniły się w słowa ,,Policja proszona do pociągu przy peronie trzecim.''
- Oho, zaczyna się. - Onew usiłował się schować, ale nigdzie nie było miejsca.
Pociąg stał na tej stacji kolejne pół godziny.
- Myślisz, że kiedykolwiek się stąd ruszymy? - Key zapytał Jjonga.
- Jeśli wstaniemy, wysiądziemy z pociągu i uciekniemy w te pola, to tak, z pewnością się gdzieś ruszymy. - Oznajmił mu Jonghyun.
- Eh, tak myślałem... - Key położył głowę na oparciu siedzenia i usiłował zasnąć.
W tym momencie do ich przedziału weszła starsza pani.
- Jaka starucha. Jak ona idzie to jej wszystko odpada. - Onew zaczął się śmiać.
- Ona nie jest stara, tylko w średnim wieku. - Key bronił kobiety, jak lwica broni młode.
- Ta, jak ona była w średnim wieku, to jej koleżanki były palone na stosie za czary. Ona w dzieciństwie ganiała z dinozaurami i to wcale nie takimi jak Jjong. Większymi. - Onew był co do tego przekonany.
Przed przedziałem chłopaków stał wysoki, łysy mężczyzna. Mia na sobie skórzaną kurtkę, jeansy i glany.
- Mam nadzieję, że ta Łysa Pała tu nie wsiądzie. - Wyszeptał Key lekko przerażony.
- Dzień dobry. - Powiedział Łysa Pała siadając obok Key.
           Chłopcy dotarli nad morze około godziny ósmej. Jonghyun i Key mieli wspólny pokój. Taemin, Minho i Onew zajmowali drugi pokój. W hotelu wykupili śniadania i obiady. Na śniadanie zjedli kanapki z bliżej nieokreślonym czymś i keczupem. Z keczupem da się zjeść wszystko.
- Jak myślisz, co było na śniadanie? - zapytał później Maknae.
- Stare kalosze, dwa jajka, ludzie, którzy się nie wymeldowali na czas z hotelu i ogórki. To bliżej nieokreślone coś waliło ogórem. - Odpowiedział Jjong.
           Po śniadaniu poszli na plażę. Bałtyk był zimny, a ludzi było dużo, jednak wszyscy wiedzieli, że to będą niezapomniane wakacje.

wtorek, 2 lipca 2013

Rozdział 9

Lśniący wiedli dość dobre życie. Onew przyzwyczajał się do roli ojca, Key latał po programach rozrywkowych zarabiając na życie, Taemin i Minho opiekowali się jeżem, którego mieli kupić, by Minho i Onew nie mówili znowu wierszem, a Jjong rozbijał się samochodem po barierkach, by poczuć adrenalinę, jednak zaprzestał tej praktyki po tym, jak musieli składać mu nos. Kyuhyun też na nic nie narzekał, jedna tylko rzecz zaprzątała mu głowę – dziecko trzeba jakoś nazwać. Nie można całe życie mówić ,,to coś’’.
Wszyscy zebrali się w salonie i zrobili burzę mózgów. Nie szło im najlepiej, z uwagi na to, że nie wszyscy owe mózgi posiadali.
- Nazwijmy je Marek! – Key nie krył swej miłości do M jak Miłość.
- Ty głupi jesteś?! Przecież to dziewczynka! – Oburzył się Taemin.
- A sprawdzał to ktoś, czy zwyczajnie ufamy lekarzom na słowo? Może po prostu ma małego. – Bronił się Key
- My nie wiemy, ona jest samodzielna, przewija i kąpie się sama – Oznajmił Onew.
- Trzeba poczekać aż podrośnie. Jak będzie mówiła - to dziewczynka, a jak mówił - to chłopiec.  – Powiedział Jonghyun.
- UZNAJMY, ŻE TO ONA. Jak ogląda filmy z Johnnym Deppem to się ślini, jak każda kobieta. – Kyuhyun zakończył dyskusję.
- Lubimy pić, to może nazwijmy ją… Wyborowa, albo Finlandia… - Nieśmiało zaczął Taemin.
- Może nazwijmy ją Makarena. Jak będziemy ją wołali, będziemy mogli tańczyć, zawsze tak chciałem! – Jonghyun podzielił się swymi marzeniami.
- A umiesz to zapisać w hangulu? Pozatym, jak to brzmi, Lee Makarena… - Załamał się Onew
- Według mnie to brzmi całkiem nieźle, sam bym chciał się tak nazywać! – Jonghyun zaczął tańczyć makarenę, po czym został wykopany z salonu. Obrady zostały zawieszone.
Dinozaur szedł właśnie do swojego pokoju, gdy usłyszał dziwne dźwięki z pokoju lidera. Otworzył drzwi. Onew leżał na swoim łóżku płacząc. Jonghyun zmartwiony usiadł obok niego.
- Czemu płaczesz, Koko Maniaku? – zapytał zmartwiony
-Przy-przy-przypominam sobie dawne czaaaasy… - Wychlipiał Onew.
- Daj spokój, nie takie stare. Oglądasz występ do Sherlocka z Grudnia. Oh, mamy zajebiste stylówy. Nasz stylista powinien pójść siedzieć za te ciuchy. Minho w tym prochowcu wygląda jakby szedł do pracy, ale wyjebał się po drodze do kubła z farbą. – Stwierdził Jjong.


- Prochowiec.. Sherlock do czegoś zobowiązuje, helooł. – Onew przestał już płakać.
- MUSIMY TO ZABIĆ ZANIM ZŁOŻY JAJA! – Dziarsko oświadczył Jjong.
- Mówisz o prochowcu czy o Minho? – Onew był przerażony.
- O styliście. – Jonghyun wyszedł zostawiając Lidera samego z owym pomysłem.
                Nagle rozległo się łomotanie do drzwi. Wbiegło cale Super Junior, trzymając skrzynki z wódką.
- Co wy tu do cholery robicie? – Miło powitał ich Key.
- PĘPKOWE KURDE, WŁASNYCH KOLEGÓW NIE PRZYJMIECIE?! – Oburzył się Kangin.
- Przyjmiemy, przyjmiemy… nie mamy wyjścia, siadajcie. – Juniorki rozsiedli się na kanapach, podłodze, stołach i wszystkim co było dookoła.
- CZEMU DO JASNEJ CHOLERY YESUNG TRZYMA NA STOLIKU KAMIENIE?! Porysuje nam średniowieczny stolik! Wydałem na niego całą wygraną w ,,Ugotowanych’’! – Key lekko uderzył Yesunga.
- On ma obsesję na punkcie kamieni. Zbiera je, kolekcjonuje, utożsamia się z nimi. – Wyjaśnił mu Ryeowook.
                Do pokoju weszła reszta SHINee i Kyuhyun z dzieckiem na rękach.
- Elo, elo fagasy co was swędzą kutasy, witajcie me cukieraski, kupcie z promocji podpaski! – Nie było żadnych wątpliwości, że Kyuhyun znów się zjarał.
- Chcecie rymowanek? Będą rymowanki. WOJNA! – Jonghyun ciut za mocno się ekscytował.
- Pytajnik, pytajnik, swędzi mnie jajnik – Key strzelił największego facepalma w całym swoim życiu, był załamany sam sobą.
- A mnie swędzi mój ptak, Pawełek – Jonghyun zaczął się dziko śmiać.
- Wśród ptaków karzełek – Oznajmił smutno Key. – Nadal kocham Jjonga, chociaż w jego majtasach faktycznie bieda.
- Onew stał się prawdziwym mężczyzną, a wy rymujecie bez ładu i składu… Nie wybudował domu, ale ma gdzie mieszkać. Syna też nie spłodził, ale był blisko. Zostało mu drzewo. – Kangin był bardzo dumny z Onew.
- Nie będę sadził żadnego drzewa! Mam ciekawsze rzeczy do roboty… - Onew nie był entuzjastą tego pomysłu.
- Nie bądź chujem, chociaż posadź tuję. A WY POLEJCIE JESZCZE! – Sungmin sam obrobił już trzy butelki, ale dla niego zabawa dopiero się zaczęła.
                Towarzystwo było już całkowicie pijane i zaczęli głodnieć
- Ugotuj for me naleśniki, yo Bitch. – Jonghyun poprosił swego ukochanego Key.
- Już mój jeż jest mądrzejszy i wie, jak zrobić naleśniki. – Chwalił się Minho
- Ale jajca, weź ty mnie z nim poznaj. – Entuzjastycznie wołał Shindong
- Też chcę looknąć tego crazy jeża. – Eunhyuk wyczołgiwał się spod stołu.
- Jeże kochamy, w pyszczki posuwamy – Kangin nadal chciał rymować.
- Popapraniec. – Taemin uderzył go w ramię.
- Mam kaganiec – Eunhyuk wyszedł już spod stołu, wyraźnie zszokowany zapachem stóp SHINee i SuJu.
- I dwa kamienie.- Yesung się rozmarzył.
- Są jak marzenie. – Taemin bawił się kamieniami razem z Yesungiem.
- A propos jedzenia – Jjong umierał z głodu i nawet o kamieniach myślał jak o pożywnej dawce witamin i minerałów – Jak Shindong tak schudł?


- Jak kiedyś mieliśmy melanż, to wypił całą wódę, to go przywiązaliśmy do kaloryfera i o nim zapomnieliśmy, chyba z miesiąc tam siedział. – Przyznał się Leeteuk.
- Yesung, do cholery, mógłbyś wyrazić zainteresowanie, a nie tylko bawisz się tymi kamieniami! – Ochrzanił go Donghae.
- A weź się zakop. Weź łopatę, wykop wielki dół, wejdź do środka i się zwyczajnie zakop. – Yesung rzucił w Donghae kamieniem.
                Donghae siedział z kawałkiem mięsa przykładanym do podbitego oka. Yesung głaskał kamienie, Onew i Jonghyun się kłócili, nikt nie wie dokładnie o co.
- Mogę mieć każdą! – Onew był bardzo pewny siebie.
- Chyba jak Se wydrukujesz. – Jonghyun lepiej znał możliwości Lidera.
- Chcesz żebym rozkwasił ci nos? Naprawdę występowanie w teledyskach tak cię męczy? – Król Kurczaków był bardzo wkurzony.
- Nie, dziękuję, obejdzie się bez. Wiesz co, ty wcale nie masz poczucia humoru… WHY SO SERIOUS?! – Jonghyun próbował obrócić wszystko w żart, gdy tylko Onew pożyczył od Yesunga kamień.
- A spierdalaj ty tamponie! Idę do dziecka. A ty nawet nie próbuj iść ze mną, ty pedofilu. Ty tylko czekasz, aż do dziecko będzie zdatne do melanżu!
                Szczęśliwi rodzice stali w pokoju dziecięcym.
- Jak ona słodko śpi! – Rozmarzył się Onew.
- Onew, to jest jeż Minho. Nasze dziecko śpi obok. – Kyuhyun strzelił facepalma.
Wszyscy byli bardzo zadowoleni. Kyuhyun i Onew radzili sobie jako umma i appa lepiej niż ktokolwiek przypuszczał.
_________

Hej hej hej
Jeśli ktoś ma pomysły, jak nazwać dziecko Zjaranego i Dzięcioła, niech pisze w komentarzu pod rozdziałem, lub na fejsie!
Dobrze by było, gdyby imię było uzasadnione ^^
WY WYBIERZCIE IMIĘ! :3

Mam nadzieję, że wasze propozycje będą dobre!

sobota, 11 maja 2013

Rozdział 8


                Życie lśniących stało się wyjątkowo nudne. Wszyscy w napięciu oczekiwali na poród Kyuhyuna. Jednak, niestety, okazało się, że owa nuda, to tylko cisza przed burzą.
                Pewnego dnia, jak co rano, Minho i Onew robili na śniadanie tosty. Dopadła ich jednak złośliwość rzeczy martwych.
- To powinno tak dymić? – zapytał Onew.
- Może tosty się… wędzą. –odparł Minho.
- Niee, to chyba nie to. Może jest popsuty. Przenieśmy go gdzieś. – Powiedział Onew. Chłopcy złapali go w tym samym momencie. Zostali porażeni prądem, z ich ust zaczęła toczyć się piana. Przerażony Key podbiegł do nich i sprawdził, czy sami ,,się nie uwędzili’’. Na szczęście nie wyglądało na to, by stało się im coś poważnego.
-Żabciu, nic ci nie jest? – zapytał Taemin z troską w głosie.
- Stół, motyka, rollercoaster,
Przestraszył mnie jebany toster. – Odpowiedział Minho, sam dziwiąc się, co właśnie powiedział.
-Garnek, łyżka, klocki Lego,
Stało się z nami coś dziwnego.  –Powiedział przerażony Onew.
Jonghyun popłakał się ze śmiechu. Wyobrażał sobie życie Onew i Minho za kilka lat. Mówienie dziwnymi rymowankami przy ślubie, rejestrowaniu dzieci. Key uderzył go mówiąc głosem pełnym histerii:
- TY JEBANY DINOZAURZE! MUSIMY IM POMÓC I TO JAK NAJSZYBCIEJ! TO POWAŻNA SPRAWA!
- Po pierwsze: nie jestem jebany, bo to ja jebię ciebie, a nie ty mnie. Po drugie: zawieziemy ich do szpitala maluchem Yuri. –odparł spokojnie Jonghyun, wycierając sobie łzy z policzków.
                Yuri miała dobry dzień, więc pożyczyła im malucha. Lśniący i Kyuhyun wsiedli do niego i wyruszyli do szpitala.
-Taemin, coś ty taki kurde podniecony? – zapytał lekko poirytowany Jjong. - Taemin! Tyle razy ci mówiłem, żebyś nie fapał na widok Żabola…
- Ale to silniejsze ode mnie, hyung. – Oznajmił Tae, rozbrajając swoją szczerością.- Pozatym Minho dał mi te fajne tabletki i.. i ja je wziąłem…
- Kurwa, Minho, mógłbyś przystopować z tymi tabletkami dla Taemina. Dziecko się nam zafapie na śmierć. Matko, nasz mały Taeminnie jest aż taki dobry w łóżku? – Zapytał Jjong.
- Gitarzyści mają sprawne palce, wokaliści mają sprawne języki. A tancerze cali są sprawni. –odparł zadziornie Tae.
- Taemin, mówisz o sobie? – Jjong był zaskoczony.
- Oczywiście. – Taemin zadziornie się uśmiechnął.
-Kamień, piłka, żarcie w brzuszku,
Taemin chce skończyć z Minho w łóżku. –Onew trafnie skomentował sytuację. Gdy wypowiadał ,,żarcie w brzuszku’’, z żołądka Minho wydobyły się dźwięki podobne do tych z serialu ,,Z Archiwum X’’ kiedy obcy egzystowali w brzuchach.
-Minho jest głooodny. Ja też jestem głoooodny. – Narzekał Key.
-Zrobię mu w domu… kanapki. –Oznajmił Tae.
-No, nakarm go, bo nie będzie miał siły ten, tego… - Jjong po wypowiedzeniu tych słów, dostał kuksańca w bok od Minho.  
- Nie chcę wam przerywać tej uroczej pogawędki, ale… WODY MI ODESZŁY! – Krzyknął Kyuhyun.
- Jezu, teraz? Nie możesz chwilę poczekać? – Zapytał Jjong. Kyuhyun pokręcił przecząco głową.
                Chłopcy wpadli na oddział. Kyuhyun został przewieziony na  porodówkę, a Onew i Minho zabrała do schowka jakaś kobieta w stroju szamanki. Ze schowka było słychać krzyki, śpiewy. Po chwili zaczął ulatniać się tajemniczy dym. Onew i Minho wyszli zadowoleni.
-Już, po wszystkim. Musimy wyrzucić ten toster i kupić jeża do odpędzenia złej energii. – oznajmił Minho.
-JEŻA?! – wykrzyczał Key. Po jego minie widać było, że powoli dostaje nerwicy.
- No tak, jeża. Jeż, takie zwierzątko, mało futerkowe, bardziej kolcowe. –Odpowiedział Minho, bardzo spokojnym tonem.
- JA TU ZARAZ UMRĘ Z NERWÓW! – Key był już na granicy możliwości. Przez chwilę przez umysł przemknęło mu, że ten szpital ma też dział psychiatryczny.
- Lepiej nie, bo wiesz… kto umarł, ten nie żyje. – Odparł Onew pseudofilozoficznie.  Key popłakał się.
                Wszyscy czekali przed salą, na koniec porodu Kyuhyuna. Key usiłowal przekonać Taemina, by ten wybrał się na szczepionkę, na którą miał iść już ponad dwa lata temu.
- Tae, bez żartów. Musisz iść na tę szczepionkę… - Przekonywał Key, dochodząc do siebie po ataku histerii spowodowanym ,,chorobą’’ Onew i Minho, a także porodem Kyu.
-CZEMU?! Przecież ja tu sobie spokojnie żyję, nie wadzę nikomu… - Bronił się Taemin, niestety bezskutecznie. Onew miał go zaprowadzić do gabinetu. Key zasnął. Jonghyun i Minho po dwóch godzinach odpuścili sobie siedzenie w miejscu i poszli zwiedzać szpital.
Na jednym z korytarzy zauważyli syrenę alarmową na korbę. W razie pożaru, trzeba nią kręcić, wtedy rozlega się głośny dźwięk i wszyscy uciekają. No, wszyscy oprócz osoby, która kręci korbą.
- Myślisz o tym samym co ja?
-…Chyba tak…
Obaj rzucili się na syrenę i zaczęli kręcić. W całym budynku rozległ się alarm. Zaczęli uciekać, udając, że nie wiedzą o co chodzi. Na szczęście, nikt nie rozpoczął ewakuacji.
- Dobra, nikt nie zauważył, więc zluzuj majty. – Powiedział z ulgą Minho.
- Zluzowałbym, jakbym jakieś miał na sobie… - Odpowiedział mu Jjong, szczerząc się jak Kyuhyun do zioła.
-A propos luzowania majtów i porodu zjaranego, wyobrażasz sobie Onew w wojsku? – zapytał Żabol
-Taa... podejdzie do kogoś i powie ,,Ale tu pięknie.. Saranghae!’’. – Jonghyun zaczął się śmiać. Dziarskim krokiem poszli pod salę porodową.
                Onew i Key zawzięcie dyskutowali na temat wychowywania dzieci. Taemin płakał w kącie, krzycząc, że nie chce już, żeby Key był jego matką i, że nawet naklejka ,,dzielny pacjent’’ nie ukoiła jego bólu.
- …I jakby twoje dziecko było niegrzeczne, dałbyś mu klapsa? – Zapytał Key, niedowierzając.
- Możliwe. – Odpowiedział Onew.
-… Superniania by cię chyba zabiła. – Powiedział Key zażenowany.
                W tym momencie, drzwi Sali porodowej otworzyły się. Wyszła pielęgniarka mówiąc:
-Gratulacje, urodziła się piękna córeczka!
Onew zemdlał.

wtorek, 9 kwietnia 2013

REKLAMA

Jeśli chcecie zobaczyć smerfów las, przed ekra..
TFU, to nie to..
Jeśli chcecie, zamiast się śmiać, trochę sobie popłakać, tooo...
welcome to my new blog - http://welcome-to-this-cruel-world-taemin.blogspot.com/
oczywiście, postaram się nie zaniedbywać tego bloga :3

niedziela, 3 marca 2013

Wsparcie dla autorki xD

No więc... pewnie większość z was wie, ale do tych, którzy nie wiedzą:
ZAŁOŻYŁAM Z PRZYJACIÓŁKĄ FANPAGE.

Nazywa się ,,K-popowe fazy'' ( http://www.facebook.com/pages/K-popowe-fazy/301074870021813 ) i są tam przeróbki SunHee, Macrosy, Derpy... 
Mamy też konto na yt, na które zamierzamy wstawiać parodie. Teraz jest tylko jedna, ALE ZA TO FAJNA xD - http://www.youtube.com/channel/UCAcQtRXZ5_Na8DX1OAbUuuQ?feature=watch

Skoro lubicie mojego fazowego bloga, to fanpage i parodie też powinny wam się spodobać. 
Lajkujcie, komentujcie, subskrybujcie... 

czwartek, 28 lutego 2013

Rozdział 7


Nareszcie dodaję długo wyczekiwany rozdział.
Od razu mówię, że pisanie go to była masakra…
Nie sądzę, żeby rozdziały pojawiały się regularnie.. mogę mieć nawet kilkumiesięczny zastój, także.. dopominanie się raczej nic nie da xD
Postaram się jak najwięcej pisać :3
Dziękuję za to, że czytacie i komentujecie.
Kocham Was <3

Jestem jasnowidzem. Po prostu WIEDZIAŁAM, że Key będzie miał włosy na Mostowiaka. WIEDZIAŁAM.
A tak a propos… oodbvoadufbvoaeurgftuioaerbfhkdfsbvioadfvoadgerfsdfivafiou Dream Girl ksdcoiscvoadogfegvaecvwefiwywye
Yuri forever fangirling xD

UWAGA, ROZDZIAŁ MOŻE ZAWIERAĆ ŚLADOWE ILOŚCI EXO, BIG BANG, SUPER JUNIOR I ORZECHÓW ARACHIDOWYCH.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

          W domu SHINee panował niezwykły gwar. Wszyscy się gdzieś szykowali.  Onew miał iść z Kyuhyunem na romantyczną kolację do KFC, Jonghyun miał iść z Key do jego babci. Ponoć miała polskie korzenie. Taemin i Minho planowali iść do kina. Key od dłuższego czasu siedział w łazience, przez co Minho groził mu ,,odcięciem łba, jeśli tylko przez niego spóźni się na film’’.  Gdy już wszyscy stracili nadzieję, że Kibum kiedykolwiek wyjdzie i zaczęli snuć opowieść o tym, jak to kibel go wciągnął i jak trafił do Narnii, usłyszeli pisk radości Ummy.
-Chłopaki, zmieniam image! – Radośnie zawołał Key. Wybiegł z łazienki i wszystkim opadły szczeny. Onew był w takim szoku, że aż się przewrócił.
- KEY, DO JASNEJ CHOLERY, CO TO JEST? CZEMU MASZ WŁOSY NA MOSTOWIAKA? I ODROSTY? – zaczął krzyczeć przerażony Jonghyun.



- To będzie modne w następnym sezonie, zobaczysz… - Oznajmił Key z uśmiechem na twarzy. – Będę bożyszczem nastolatek!
-Kibum, po co ci uwielbienie nastolatek, PRZECIEŻ I TAK JESTEŚ GEJEM! –Wykrztusił z siebie Onew, wciąż leżąc na podłodze..
-Pozatym… idziemy do twojej babci… Ona padnie na zawał jak to zobaczy! – Powiedział Jonghyun. Po jego twarzy widać było, że stracił wiarę w ludzkość. Key milczał dłuższą chwilę, po czym znowu został wepchnięty do łazienki przez Dinusia. - NIE WYJDZIESZ DOPÓKI SIĘ NIE OGARNIESZ!
          W tym samym momencie, ktoś zadzwonił do drzwi.
-JA OTWORZĘ! – Krzyknął Onew, po czym szybko wstał, otrzepał się i rzucił dzikim biegiem do drzwi wejściowych. Nie zdążył wyjść z szoku, po zobaczeniu fryzury Key, a już spowrotem leżał na podłodze.
Szajniacy zostali odwiedzeni, przez nietypowych gości.  Na samym początku stał Siwon w sutannie i z kropidłem, za nim był Taeyang, którzy dzierżył wielki krzyż. Na samym końcu stał lekko zagubiony Tao.
- JESTEM TUTAJ BY POBŁOGOSŁAWIĆ TEN DOM I JEGO MIESZKAŃCÓW! – Oznajmił Siwon, jakby to, że przychodził tutaj po kolędzie, było całkiem normalne. Taeyang ochoczo pokiwał głową.
- Dziękuję, pseudo księży, akwizytorów i Świadków Jehowy nie wpuszczam. – Wydukał Onew, po czym spojrzał na Tao. – Pand też…
- ZOSTAW W SPOKOJU MOJEGO PANDZIASTEGO BRATA! – Krzyczał Taemin. – WPUŚĆ GO NATYCHMIAST!
Onew nie miał wyboru, wpuścił Tao. Chłopak zaczął szlochać.
- Ch-chłopaki.. no bo ja.. bo.. bo.. BO JAKAŚ DZIWNA FIRMA CHCE ZROBIĆ ZE MNIE SOS… - Pandziasty coraz mocniej płakał.
-Jaka firma? – Zapytał zbulwersowany Taemin.
-…TAOTAO! –Wykrztusił. – Ja.. muszę się gdzieś ukryć…


- Mam pewien pomysł. – Oznajmił Key wychodząc z łazienki. – Przez pewien czas uciekałem z Yuri przed ludźmi, którzy chcieli zrobić z nas kompot. Sądzę, że ona mogłaby cię gdzieś ukryć. Tylko musisz się pospieszyć, jak pobiegniesz za Siwonem na pewno do niej trafisz.
Tao natychmiast przestał płakać i zerwał się do szaleńczego biegu. Key poszedł za nim, zobaczyć czy zdąży dogonić Bibliowładnego.
           Diva nie wracał przez jakiś czas. Lśniący zaczynali się martwić. Minho postanowił iść z Taeminem do swojego pokoju i obserwować z wysokości, czy go nie widać. Onew i Jjong zostali sami. Po pewnym czasie, usłyszeli szalony pisk i zobaczyli Kibuma i Kyuhyuna biegnących przez ogródek. Obaj byli w nie najlepszym stanie. Wyglądali jakby jakiś wielki troll wziął ich do pyska, przeżuł i wypluł. Mieli potargane włosy i byli przerażeni.
- Ch-chłopaki… WIATR SIĘ ZRYWA… - Powiedział Key, po czym zaczął się dziko śmiać.
- Co z nim? – Zapytał Jjong, poklepując Key lekko po ramieniu.
- Gałąź się odłamała i pieprznęła go w łeb. Sądzę, że będzie żył. – Ze stoickim spokojem oznajmił Kyuhyun, po czym otworzył drzwi i wyszedł.


           W tym samym czasie, Taemin siedział przylepiony do szyby i obserwował jak na ich posesji zaczynają tworzyć się małe tornada.
-Minho, cholera, zobacz jak wieje! - krzyknął Taemin.
-Maknae, jak ty się wyrażasz… O W DUPĘ DZIĘCIOŁA, ARMAGEDON! – Minho schował się pod stolik i zaczął się trząść. Taemin wyjrzał przez okno i zobaczył drzewo wyrwane razem z korzeniami.
-Żabciu, posuń się.. no posuń się… MOVE BITCH!!! –Taemin wylądował razem z Minho.
-WIDZIELIŚCIE TO, MATKO BOSKA SIWONOWSKA, O YESUNG, KONIEC ŚWIATA!! – Z dzikim okrzykiem do pokoju wpadł Onew.  –WŁAŚNIE OBOK PRZEFRUNĘŁA KROWA RAZEM Z PŁOTEM!
-No, dzięciołku, to chyba idealna pogoda na twój pierwszy lot. POWODZENIA! – Powiedział Minho po czym zaczął się dziko śmiać. Taemin uderzył go lekko w ramię. Lider także wylądował z nimi pod stołem. Po chwili dotarli też JongKey, a także Kyuhyun, lekko stłamszony. No cóż, siedzenie na werandzie i jaranie w taką pogodę, to był nienajlepszy pomysł. Kyuhyun zapamiętał to sobie raz na zawsze.
- Chłopaki, chyba spędzimy tę noc tutaj, w domu. Nie mamy wyjścia… - Smutno oznajmił Key. Reszta westchnęła.
Po chwili ni z tego ni z owego, zgasło światło.
-WYŁĄCZYLI NAM PRĄD, WSZYSCY ZGINIEMY, BĘDZIEMY SIĘ ZABIJAĆ O WODĘ I JEDZENIE! – Onew zaczął biegać wokół stolika, co chwilę się o niego potykając.
-Jinki, kurde, uspokój się. Jak jesteś głodny to zaraz coś przyniosę, z głodu nie umrzesz. Pozatym Umma jest zawsze przygotowana i mam radę na brak prądu.. – Powiedział Key, po czym wyjął z szafki latarki i świeczki. - Bierzcie świeczki. Taemin i Onew dostają latarki.
-CZEMU JA I TAEMIN MAMY MIEĆ LATARKI?! – Onew zaczynał już poważnie świrować. Krzyczał i piszczał na zmianę.
- Bo Key nie chce, żebyś mu dom spalił, jełopie. A Taemin mógłby się poparzyć. – Odpowiedział mu spokojnie Jonghyun.
Jednak próby uspokojenia Onew spęzły na niczym. Chłopcy zobaczyli błyskawicę, usłyszeli potężny grzmot i zaczęła się burza.
           Chłopcy leżeli na podłodze, przytuleni. Key zadbał o materace, koce i poduszki. Zagrali w ,,papier, kamień, nożyce’’ o to, kto ma pójść po coś do jedzenia. Minho przegrał z Jjongiem.
- Idź, mój murzynie! – Wesoło zawołał Jonghyun.
- Nie jestem twoim murzynem, karzełku… - Odpowiedział wkurzony Żabol. –Pozatym, sam powiedziałeś, że jak pójdę to dasz mi cukierka, więc idę.
- DAM CI CUKIERKA Z GRUZEM, MÓJ MURZYNIE-CYGANIE! – Krzyknął Jjong i zaczął się śmiać. Minho pokazał mu środkowy palec i poszedł po jedzenie.
           Kiedy wrócił, chłopcy usiedli w kręgu i zaczęli rozmawiać. Świeczki robiły niesamowity klimat, który nakłaniał do zwierzeń.
- Miałem wam o tym powiedzieć później, ale… chyba musicie o tym wiedzieć… - zaczął Kyuhyun. – Jestem w ciąży.
Onew wylał na siebie herbatę, rzucił wiązankę przekleństw i zaczął się gibać jakby miał chorobę sierocą. Minho spojrzał na Taemina, po czym z ulgą stwierdził, ze jego maknae nie przytył ani grama i ciąża jest w jego przypadku niemożliwa. Sam Taemin zaś, zaczął cieszyć się razem z Kibumem. Jonghyun tylko wpatrywał się tępo w Zjaranego.
- Ale.. jak to tak.. to dziecko.. ono.. wykluje się.. z jajka? – zapytał.
- Nie Jjongie, urodzę gardłem. Tak normalnie. I tak, robiłem test ciążowy. – Spokojnie odparł Kyu.
Wszyscy spojrzeli na Key. Był on specjalistą, od porodu gardłem. Nie był jednak specjalistą, od Małych Zjaranych Dzięciołów…
- Nie martwcie się, my wam pomożemy… z dzieckiem. – Odparł Minho. – Przynajmniej się postaramy… dobrze by było, gdybyśmy wszyscy spokojnie przespali się z tą informacją…
- Tak spokojnie, jak Onew przespał się z Kyu? – Zapytał Jjong.
- SPOKOJNIEJ! – Krzyknął poirytowany Minho, po czym rzucił w Jjonga poduszką.
Wszyscy się położyli i Key zgasił świeczkę. Chłopcy zapadli w długi kojący sen.